Na podwórku świeci słońce, kwitną kwiaty, jest bardzo przyjemnie. Jednak coś mnie gryzie od środka. To jakby aromat zglinizny poczuć w bukiecie świeżego bzu. Coś jest nie tak. Nie wiem co. Powtarza się ten sam scenariusz, to samo po południe, jakby ze snu.
Rozmawiałam z panią J. Powiedziałam jej o Grupie A, choć trzęsłam się okropnie ze strachu.
Patrzyła na mnie łagodnie, ze zrozumieniem, mogę jej ufać, a to daje mi siłę, by góry przenosić.
Jest mi tak lekko! Już nie chowam w sobie ciężaru.
Trapi mnie tylko jedno. B. się ode mnie odsuwa. Nie gadamy już jak przedtem, nie śmiejemy się.
Nawet nie pamiętam byśmy wyszły gdzieś ostatnio tylko we dwie.
Pewnie przesadzam, mam nerwicę natręctw, ale myślę, że coś jest nie tak. Nie wiem co.
Chcę jej pomóc, ale nie umiem.
Wichrowe Wzgórza
czwartek, 11 sierpnia 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Czterolistna koniczyna
List do P.
Wiem, że to co zrobiłam było złe i okrutne, tak bardzo cię zraniłam, ufałaś mi, a ja to wykorzystałam.
Czuję do siebie odrazę, wstręt, zabiłam twoją godność, szacunek do samej siebie i otoczenia.
Gdybym mogła cofnąć czas pewnie zachowałabym się tak samo. Kłamstwem jest powiedzenie, że człowiek
uczy się na błędach. Nie wszyscy.
Myślałam, że pokonując rywalkę, zdobędę popularność, podziw koleżanek i kolegów.
Moje miejsce zajęła inna. Sława jest zgubna, zgubiła mnie i inne tak zwane szkolne "królowe".
Chciałabym spojrzeć ci w oczy z czystym sumieniem, nie mogę.
Wybacz mi, wybacz tę krzywdę, którą ci wyrządziłam.
To kalectwo, to znamię, którym naznaczyłam twoje serce.
Mogłaś się bronić, uciekać, zamiast tego poddałaś się i poległaś na polu bitwy.
Targałam twoje włosy w kolorze miodu, słowami zadawałam ci ból prowokując przeźroczyste łzy w
twoich lazurowych oczach.
Jestem potworem. Choćbym narodziła się na nowo nadal będę brudna z tego co zrobiłam.
Na zawsze zostanę oblepiona błotem.
Powiedź, wybaczam ci. Powiedź te dwa słowa, a uwolnisz mnie z klatki niewoli.
Wiem, że to co zrobiłam było złe i okrutne, tak bardzo cię zraniłam, ufałaś mi, a ja to wykorzystałam.
Czuję do siebie odrazę, wstręt, zabiłam twoją godność, szacunek do samej siebie i otoczenia.
Gdybym mogła cofnąć czas pewnie zachowałabym się tak samo. Kłamstwem jest powiedzenie, że człowiek
uczy się na błędach. Nie wszyscy.
Myślałam, że pokonując rywalkę, zdobędę popularność, podziw koleżanek i kolegów.
Moje miejsce zajęła inna. Sława jest zgubna, zgubiła mnie i inne tak zwane szkolne "królowe".
Chciałabym spojrzeć ci w oczy z czystym sumieniem, nie mogę.
Wybacz mi, wybacz tę krzywdę, którą ci wyrządziłam.
To kalectwo, to znamię, którym naznaczyłam twoje serce.
Mogłaś się bronić, uciekać, zamiast tego poddałaś się i poległaś na polu bitwy.
Targałam twoje włosy w kolorze miodu, słowami zadawałam ci ból prowokując przeźroczyste łzy w
twoich lazurowych oczach.
Jestem potworem. Choćbym narodziła się na nowo nadal będę brudna z tego co zrobiłam.
Na zawsze zostanę oblepiona błotem.
Powiedź, wybaczam ci. Powiedź te dwa słowa, a uwolnisz mnie z klatki niewoli.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Impas
Wczoraj wieczorem uświadomiłam sobie coś bardzo istotnego. To, że w trudnej sytuacji mogę liczyć tylko
na jedną osobę. Po kłótni z wredną E. zapłakana zamknęłam się w pokoju, ale nawet moje znajome cztery ściany
wydały mi się obce.
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po trzecim sygnale, kiedy usłyszłam jej głos, łagodny, spokojny, poczułam
tak niewiarygodną ulgę. Wiedziałam, że ona mi pomoże. Nie myślałam jak i dlaczego miałaby to zrobić.
Wystarczyło, że słyszałam jej głos i już czułam się bezpieczna.
Pani J.
Chciałam spojrzeć jej w oczy, być blisko niej, ale dzieliło nas kilka kilometrów.
Umówiłyśmy się na jutro na spotkanie. Boję się jutra.
Chciałabym wejść pod kołdrę i spać nie zadręczając umysłu wciąż pytaniami.
Weszłam na okno i usiadłam na jego skraju. Spuściłam nogi i patrzyłam.
Granatowe niebo usiane było gwiazdami.
Kiedyś razem z mamą patrzyłyśmy w gwiazdy.
Wskazała mi dwie będące blisko siebie mówiąc, że to my.
na jedną osobę. Po kłótni z wredną E. zapłakana zamknęłam się w pokoju, ale nawet moje znajome cztery ściany
wydały mi się obce.
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po trzecim sygnale, kiedy usłyszłam jej głos, łagodny, spokojny, poczułam
tak niewiarygodną ulgę. Wiedziałam, że ona mi pomoże. Nie myślałam jak i dlaczego miałaby to zrobić.
Wystarczyło, że słyszałam jej głos i już czułam się bezpieczna.
Pani J.
Chciałam spojrzeć jej w oczy, być blisko niej, ale dzieliło nas kilka kilometrów.
Umówiłyśmy się na jutro na spotkanie. Boję się jutra.
Chciałabym wejść pod kołdrę i spać nie zadręczając umysłu wciąż pytaniami.
Weszłam na okno i usiadłam na jego skraju. Spuściłam nogi i patrzyłam.
Granatowe niebo usiane było gwiazdami.
Kiedyś razem z mamą patrzyłyśmy w gwiazdy.
Wskazała mi dwie będące blisko siebie mówiąc, że to my.
Subskrybuj:
Posty (Atom)