Wczoraj wieczorem uświadomiłam sobie coś bardzo istotnego. To, że w trudnej sytuacji mogę liczyć tylko
na jedną osobę. Po kłótni z wredną E. zapłakana zamknęłam się w pokoju, ale nawet moje znajome cztery ściany
wydały mi się obce.
Zadzwoniłam do niej. Odebrała po trzecim sygnale, kiedy usłyszłam jej głos, łagodny, spokojny, poczułam
tak niewiarygodną ulgę. Wiedziałam, że ona mi pomoże. Nie myślałam jak i dlaczego miałaby to zrobić.
Wystarczyło, że słyszałam jej głos i już czułam się bezpieczna.
Pani J.
Chciałam spojrzeć jej w oczy, być blisko niej, ale dzieliło nas kilka kilometrów.
Umówiłyśmy się na jutro na spotkanie. Boję się jutra.
Chciałabym wejść pod kołdrę i spać nie zadręczając umysłu wciąż pytaniami.
Weszłam na okno i usiadłam na jego skraju. Spuściłam nogi i patrzyłam.
Granatowe niebo usiane było gwiazdami.
Kiedyś razem z mamą patrzyłyśmy w gwiazdy.
Wskazała mi dwie będące blisko siebie mówiąc, że to my.
To okropne. Na pewno brakuje ci mamy. ;/
OdpowiedzUsuńPrzykro mi...:(
OdpowiedzUsuń